Bartek Rybienik: Po ostatnich rundach paradoksalnie jestem dość zadowolony. Kwalifikacje, jak przez cały sezon, szły m bardzo słabo, wciąż nie mogę na nich uzyskać dobrego tempa. Niemniej nawet startując z odległych pozycji staram się nie odpuszczać i walczyć o co się da. I takie były te dwie rundy. Okazało się, że w wyścigowej walce i na zakrętach potrafię być szybszy od Przemka, Bartka Knasta, czy Kuby Paczkowskiego, ale tracę na prostych i trudno mi obronić pozycję. Być może to kwestia różnego doboru opon.
W sobotę stoczyliśmy zacięty bój ze wspomnianymi wyżej Przemkiem Kaźmierczakiem i Bartkiem Knastem i pewnie trwałby do końca, gdyby ktoś z dublujących nie wbił mi się w prawy bok auta na zakręcie przed pierwsza prostą. Uderzenie było tak mocne, że uderzyłem kaskiem w drzwi, i takim samochodem nie mogłem już normalnie dokończyć zawodów. Niedziela zaś to bardzo fajna, choć zupełnie niepotrzebna walka z kolegą Trzeciakiem i Kubą Paczkowskim, który w konsekwencji mojego boju z A-grupowym SC dość znacznie mi odjechał. Mimo to wszystkim kolegom z klasy dziękuję za świetną, zaciętą rywalizację. Szkoda mi tylko porozbijanego samochodu i tego, że ktoś mocnym autem zupełnie bez sensu zepsuł mi wynik, samochód i nawet nie powiedział "sorry". No, cóż, takie życie.
Na koniec sezonu chciałbym podziękować kilku osobom: Piotrkowi za przygotowanie samochodu, opiekę techniczną nad nim i kręcenie tym całym "przedsięwzięciem". Wkłada w to mnóstwo czasu i pracy, doceniam to i bardzo dziękuję. Dziękuję też chłopakom z zespołu, Sebastianowi, a Konradowi i Karolowi gratuluję świetnych wyników (obydwaj zeszli poniżej magicznej granicy 2 minut). Bardzo dziękuję naszym mechanikom i współpracownikom: Piotrkowi "Kocykowi" i Kamilowi za pracę podczas całego sezonu, Krzyśkowi Tobiaszowi za zawieszenie, management (:), atmosferę i wiele cennych wskazówek, a także Marcinowi Wydrze (wraz z całym namiotem) za "mental training", wiele trafnych uwag i koleżeńskie wsparcie. Dziękuję także jeszcze raz Marcinowi Gawareckiemu za wspaniałe deszczowe Yokohamy:
Przemek Kaźmierczak: Ostatni weekend mogę podsumować jako chyba najbardziej dla mnie kontrastowy gdzie miałem swoje upadki i wzloty. SOBOTA; zażarta walka o czwarte miejsce z Bartkiem Knastem, Bartoszem Rybienikiem i Łukaszem Kosińskim. W trakcie walki nie zabrakło wielu tasowań czasem otarć i efektownych wyprzedzań na dohamowaniach. W toku wyścigu nie obyło się bez wystąpienia potu na plecach gdy Jakub Paczkowski po zderzeniu z Mateuszem Chruszczem stanął w poprzek toru na wyjściu pod trybunki i tylko cudem udało mi się go ominąć po wewnętrznej ( z tego co mówił Bartosz Rybienik także On musiał się nieźle natrudzić, żeby nie wkomponować się w auto Kuby co skończyło się dla Bartka ślizgiem przy bandzie) Z walki o czwartą pozycję udało mi się wyjść obronną ręką co pomogło mi dogonić na ostatnim okrążeniu Mateusza Chruszcza. Niestety zabrakło już okrążeń aby spróbować wyprzedzić Mateusza i wyścig zakończyłem na czwartej pozycji przegrywając na mecie o ok. 0,3 sek. z Mateuszem. NIEDZIELA; Postanowiłem, że skoro w dwóch ostatnich eliminacjach byłem czwarty to tym razem powalczę o pierwsze podium w " karierze:) ". Wyścig zaczął się dla mnie bardzo dobrze gdyż na pierwszym lewym udało mi się wyprzedzić Kubę Paczkowskiego i Bartka Knasta co spowodowało, że znalazłem się na trzeciej pozycji. Od tego momentu zaczęła się pomiędzy mną, Bartkiem Knastem i Mateuszem Chruszczem walka o podium. Na piątym okrążeniu Bartek Knast wykorzystał moje nie najlepsze wejście w zakręt za prostą startową i wyprzedził mnie po wewnętrznej. Chcąc trzymać się jak najbliżej Bartka siedząc mu cały czas na zderzaku zrobiłem miejsce Mateuszowi Chruszczowi, który wcisnął się mi " pod rękaw" na pierwszym lewym. W takiej kolejności przejechaliśmy całe okrążenie. Na następnym okrążeniu walcząc o poprawienie pozycji na kukurydzy zaatakowałem Mateusza Chruszcza po wewnętrznej. Niestety podczas tego wyprzedzania doszło pomiędzy mną a Mateuszem do zderzenia w wyniku czego obydwoje z uszkodzonymi pojazdami zakończyliśmy wyścig ( notabene pierwszy raz miałem "okazję" zatrzymać się na bandzie i powiem szczerze ciśnienie i puls jaki miałem przed uderzeniem jadąc na bandę otarło się chyba o stan przedzawałowy). Czasem zastanawiam się czy dobrze zrobiłem próbując wyprzedzić Mateusza i czy nie powinienem odpuścić, a być może nie byłoby tej kolizji. Choć z drugiej strony wiem, że Mateusz jest walecznym zawodnikiem i jak powiedział mi po wyścigu nie jest na mnie zły i on także by nie odpuścił. Cóż taki jest urok wyścigów, że pomimo w większości czystej walki zdarzają się wypadki. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i nie powielać ich, żeby następnym razem w całości dojechać do mety. Podsumowując; na pewno dużo się nauczyłem po tych wyścigach, wiem gdzie popełniam błędy i gdzie czeka mnie jeszcze dużo pracy. To na tyle, trochę się rozpisałem ale co tam w końcu to ostatnia runda. Mam nadzieje, że za rok spotkamy się przynajmniej w takim samym jak nie większym gronie zawodników i że sezon WPP będzie nadal najciekawszą serią wyścigową w Polsce. Gratulacje dla zwycięzców i podziękowania dla wszystkich zawodników za walkę i niezapomniane przeżycia i wspomnienia. Do zobaczenia za rok!!!
Bartosz Knast: No i niestety sezon WPP już za nami. Jak zawsze, bawiłem się świetnie, na piątkowej imprezie chyba nawet za bardzo, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć sobotniego wyścigu, ale na zdjęciach widzę że jednak jechałem, choć wynik jakiś słaby, może koledzy posadzili kogoś innego na moim fotelu… Niedzielny wyścig już sobie przypominam i nawet pucharek się trafił, co bardzo cieszy, bo w tym sezonie z każdego wyścigowego weekendu przywożę jakiś dzbanek do domu. Podsumowując jednak sezon, nie jestem już tak ucieszony, gdyż skończyłem go na czwartym miejscu. Podium było blisko, ale nazwijmy to splot nieoczekiwanych wydarzeń nie pozwolił mi cieszyć się z sukcesu, więc na przyszły sezon zachowam swój numer startowy. Korzystając z okazji chciałbym złożyć podziękowania wszystkim rywalom, a właściwie bardzo dobrym kolegom, dzięki którym podczas WPP jest naprawdę wspaniała atmosfera. Szczególne podziękowania należą się Krzyśkowi Menclowi, który nie dość że ściga się z nami, to jeszcze znajduje czas aby zajmować się naszymi autami, a nie ma z nami lekko, bo lubimy popsuć co nie co. Gratuluję także chłopakom z klasy N1 podium na koniec sezonu, bo wiem doskonale jak trudna i wyrównana walka to była, może nie dla Bartka Kubickiego, który wygrywał z nami za każdym razem i w każdych warunkach, nawet krzywym i nieskręcającym autem, więc życzę mu może trochę złośliwie ale i żartobliwie, awansu do wyższej klasy. Kolejny sezon zacznie się pewnie dopiero w maju, więc w przerwie od WPP, chętnie wrócę do ścigania się z równie szybkimi, jeśli nie szybszymi, konkurentami w Super Oesach. Może nawet wproszę się komuś na prawy fotel podczas jakiegoś KJS-u. Na koniec pozdrawiam wszystkich kibiców, tak licznie zgromadzonych na trybunach toru, widać było że przybyliście tam głownie dla nas i myślę, że podobało Wam się nasze przedstawienie. Do zobaczenia!
Krzysztof Hellwig: Kiepski weekend dla mnie. Maiłem szanse nawet na pierwsze miejsce, a – z tego co się orientuję - przegrałem nawet trzecie. W sobotę odkręciła się skrzynia i urwał się wał, który pociął tunel środkowy. Walczyliśmy mocno w nocy i wszystko udało się złożyć, a dziś dokładnie nie wiem jeszcze, co zwiodło, prawdopodobnie uszczelka albo głowica. W przyszłym roku powinno powstać rozgraniczenie na starsze samochody i nowe, bo ścigając trzydziestoletnimi „rekinami” będziemy mieli problemy z nowszymi konstrukcjami.















