Bartek Knast: Nie mogę się już doczekać kolejnego startu w Wyścigowym Pucharze Polski. Wakacyjna przerwa sprawiła, że mam spory niedosyt w ściganiu i przesadzam na drogach publicznych, ostatnio nawet chciała się ze mną ścigać kobieta z dzieckiem w foteliku, ale dałem im wygrać – nie cierpię głupoty na drodze… ;) Za to mam ochotę na super zabawę podczas deszczowych wyścigów – oby tak było, bo mój nowy silnik nie osiągnął jeszcze poziomu poprzedniego i jest o jakieś 10% słabszy, a to ustawi mnie na końcu tabeli wyników, jeśli nie spadnie deszcz. Nie oznacza to że jestem mistrzem jazdy po śliskim, po prostu w deszczu świetnie się bawię i moc nie ma tu aż tak dużego znaczenia jak przy słonecznej pogodzie. Liczę na ciekawą rywalizację, wiem że niektórzy obwiniają mnie o spowodowanie kilku kraks i piruetów i zapewne będą szukali okazji by się odgryźć i może to dobrze, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni ;) Ponad 40 aut na torze oznacza że bardzo dużo będzie zależało od szczęścia, więc nie spinam się za mocno i traktuję ostatnie rundy bardziej jako zabawę niż rywalizację. Do zobaczenia!
Bartek Rybienik: Jadę do Poznania raczej z "luźną głową". Ten sezon musiałem jeszcze poświęcić na naukę. Z powodów budżetowych moje treningi odbywają się zwykle w dniu zawodów, więc to często szybka, choć nie zawsze efektywna nauka. Zdaje sobie doskonale sprawę, że najlepszym nauczycielem są przejechane kilometry, czas, i że tego mi brakuje. Ale tanio skóry nie sprzedam i będę walczył o wszystko co tylko będzie do ugrania. Mam nadzieję, że sprzęt nie będzie odbierał mi wyścigowej frajdy i że w niedzielę z satysfakcją i spokojem zakończę sezon.















