Wojtek Jakóbczyk: Po pierwszych dwóch eliminacjach w klasie open aż trzech kierowców zajmowało pierwsze miejsce w klasyfikacji, więc kolejne dwie eliminacje zapowiadały się emocjonująco. Ledwo przyjechałem do parku maszyn, zauważyłem że do walki o podium włączył się Dawid Bokiej ze swoim potwornym BMW M5, więc sytuacja może się radykalnie zmienić. Z kolei podczas kwalifikacji okazało się, że zestaw Beetle + Błaszczyński w końcu się dogadał i będzie kręcić dobre czasy. A więc zamiast dwóch przeciwników mam teraz czterech.
Do pierwszego wyścigu startowałem z depot po kuriozalnej decyzji sędziów technicznych, którzy zakwestionowali kompozytowe drzwi mojego auta. Zamiast walczyć w kwalifikacjach, zajmowałem się po całym Poznaniu kompletowaniem stalowych drzwi. Start z depot jest smutny jak oglądanie uciekającego pociągu, ale radość przychodzi gdzieś na końcu Baby Jagi, kiedy dogania się już auta z końca stawki. Po niezliczonych wyprzedzaniach - i korzystając z pecha pana Mietka, któremu ktoś pomógł uszkodzić felgę - udało się w końcu dotrzeć na metę na czwartej pozycji.
BARTEK KNAST: - Sobotni wyścig okazał się dość dramatyczny. Doszło do kilku incydentów z moim udziałem, co spowodowało, że nie do końca mogłem cieszyć się ze zdobytego podium. Na szczęście po przeanalizowaniu nagrań, okazało się, że nie doszło do nich z mojej winy i wieczór upłynął w miłej, przyjacielskiej atmosferze, bez zbędnych konfliktów. Sam wyścig, to od pierwszego do ostatniego okrążenia ostra walka. Zaskoczony byłem tym, z jaką łatwością wyprzedzany byłem przez konkurentów, co dało mi motywację do ciężkich, wakacyjnych treningów. Zanim jednak do tego dojdzie, przed nami jutrzejsza runda, na której jak zawsze, dam z siebie wszystko, ale tym razem chciałbym, aby obyło się bez uszkodzenia drzwi i lusterek.
MATEUSZ CHRUSZCZ: - To był mój trzeci start w WPP i zająłem niespodziewane drugie miejsce klasie 1N. Od samego początku trwała ostra walka z Bartkiem Knastem i Jakubem Paczkowskim o miejsce w czołówce. Z autem do czwartku nie mogłem trafić z ustawieniami, aż do ostatniego treningu, gdzie poprawiłem swój najlepszy wynik, dzięki Marcinowi Szeflerowi. Z Bartkiem Knastem i Jakubem Paczkowskim walka trwała od samego startu do samej mety.















