BARTOSZ RYBIENIK: - Przekonałem się w ten weekend, że wyścigi to świetna zabawa! Bezpośrednia walka z rywalami, zarówno na czasówkach, jak i na samym wyścigu - to naprawdę fajne, bardzo mi się spodobało. W rajdach tego nie ma, jest tylko fotocela, droga i ty. No i co by nie mówić, za małe wpisowe przejechałem ok 120 km w boju. Cieszę się, że powstała taka alternatywa, że ktoś pomyślał o całej grupie zawodników niemających wielotysięcznych budżetów, a równie silnie chcących się ścigać. Chciałbym też podkreślić świetną atmosferę w parku maszyn, także pomiędzy rywalami (pozdrowienia dla teamu Wydra/Tomaszek), która z małymi wyjątkami była normą. Sam wyścig niestety popsułem. Trochę rzeczy było nowe, tor, slicki Michelina (dzięki Piotrek), czy montaż kostki do pomiaru czasu w samochodzie (źle ją zamontowałem i sędzia był w stanie zmierzyć mi tylko dwa czasy). Niemniej przede wszystkim jechałem nie tak jak trzeba. W mojej jeździe było za dużo agresji, stylu 0-1, a za mało precyzji i myślenia. Nie miałem problemu z odwagą czy późnym hamowaniem, ale trudno było mi zrozumieć, że czasem trzeba... puścić gaz! Cóż, zamierzam zmieniać nawyki z rajdowej jazdy i uczyć się wyścigów, bo to ściganie jest fajne. Chciałem podziękować Piotrkowi za pomoc w szybkim przystosowaniu auta i za opony, a Kołkowi, Adrianowi i Białemu za atmosferę, cenne rady i serwis w trakcie zawodów. Moje starty wspiera Hurtownia Narzędzi WIMA SpJ (www.wimaspj.pl), sklep internetowy TaniWarsztat.pl, oraz ProgressEnergy - naturalna energia.

PIOTR BANY: - W sprincie mój poczciwy Sej też zastrajkował na starcie i kilka aut mnie wyprzedziło. Jednak po przejechaniu kilku okrążeń samochód uległ ,,samonaprawieniu'' i pognałem dalej. Meta na drugim miejscu w klasie i czwartym w generalce była dokładnie odzwierciedleniem czasówki.

BARTEK KNAST: - Zdziwiłem się troszkę na starcie, bo udało mi się nadrobić kilka pozycji, ale po kilku zakrętach mocniejsze auta odjechały i pozostała nam walka w gronie „żółtodziobów”. Próbowałem atakować Kubę Paczkowskiego, ale bardziej musiałem uważać na Łukasza Kosińskiego który to pojawiał się w lusterku wstecznym, to znikał. Na ostatnim prawym zakręcie przed prostą startową, nawet zniknął na trochę dłużej, widziałem jak go obróciło. Czułem, że z moimi oponami jest już niedobrze, więc postanowiłem zwolnić, choć i tak z trudem mieściłem się w zakrętach. Na szczęście udało się dowieźć tę pozycję do mety. Cieszę się, że możemy startować w takich wyścigach – to ogromny skok w porównaniu do KJS, a atmosfera jest równie przyjazna. Choć na torze ostro rywalizujemy, to pomiędzy startami bardzo sobie pomagamy np. pożyczając fotele, homologowane pasy, czy choćby narzędzia. Przy tej okazji ogromne dzięki dla Józka Dzióba za wsparcie serwisowe. Ogromnie mi przykro z powodu awarii Alfy – wierzę że następnym razem uda się wystartować i ukończyć wyścig. Gratuluje zwycięzcom!